JEST DOBRZE

Wpisy

  • środa, 31 sierpnia 2011
    • informacja techniczna

      Z powodow formalnych nie jestem w stanie powrocic do Polski w czwartek (w paszporcie zabraklo jakiegos czipa i powrot tranzytem przez Kanade okazal sie po prostu awykonalny, Was to smieszy?). Osoby liczace na spotkanie ze mna w tym dniu oraz w piatek moge jedynie pocieszyc, ze jestem nie mniej rozczarowany niz Panstwo.

      Najmocniej przepraszam.

      Jest dobrze, by nie powiedziec, ze bardzo dobrze.

      Pozdrawiam z kraju, do ktorego rownie trudno sie dostac jak i z niego wydostac.

      bw

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „informacja techniczna”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      bartoszemwrona
      Czas publikacji:
      środa, 31 sierpnia 2011 21:27
    • NOSTALGIA, EAST HARLEM, NY

      Chyba nigdy wczesniej nie cieszylem sie tak bardzo na powrot do domu. I to nie dlatego, ze tu jest mi jakos zle, ale dlatego, ze w domu mi lepiej.

      Dopiero stad doceniam, w jakim fantastycznym miejscu swiata zyje na codzien. Tesknie za polska cisza, polska nieporadnoscia, polskim radzeniem sobie z poprawieniem ojczyzny, siebie i swiata.

      Tesknie za polska polityka, za sklepami, ktore znam, za jezdzeniem na rowerze po pobliskim lesie.

      Tesknie za ludzmi, za rozmowami, za wibracjami, ktorych tu nie czuje zupelnie. Za moja praca. Bo ten swiat tutaj, kreci sie moze i szybciej i bardziej gladko, ale nie jest moj.

      Bylem wczoraj przez moment na Harlemie i nie chcialbym tam byc. Nie dlatego, ze w Polsce nie ma takich miejsc - sa i gorsze, ale dlatego, ze Murzyn liczacy pieniadze na rogu ulicy (wygladal tak wymownie, ze wszelkie agencje reklamy moga sie schowac; "Mam towar" - mowil calym soba) to nie jest moja bajka.

      Moja bajka to polscy menele, polscy pijaczkowie, i polscy, rodzimi psychopaci - mam dosc tych gosci w kraju i kompletnie mi sie juz nie chce ogladac ich zamiejscowych, zaoceanicznych kolegow. 

      (Tak na marginesie i nieco poza glownym nurtem tego wpisu powiem Wam, ze jest co ogladac: jeden jedzie zdezelowanym, ale ztuningowanym porshe, szyby oczywiscie pootwierane, dudnia basy, a dwie chwile za nim drugi, na rowerze, poobwieszany kolorowymi, swiatelkami LED, ciagnie za soba przyczepke, na ktorej ma sprzet, ktory "daje" takimi samymi basami na cala ulice, a zaraz za nim ekipa kilku kolesi, jak na filmie, czterech, wspaniale sie zapowiadajacych, mlodych ludzi jedzie sobie wolniutko z tradycyjnie juz pootwieranymi szybami i wali muza jak wczesniej opisani ich pobratymcy. A tych, ktorzy chodza pieszo tez warto by uwiecznic na blogu, bo wszyscy sa naprawde bardzo barwni, chociaz wcale nie wszyscy sa kolorowi.)

      Czyli jest dobrze. Wracam do kraju. A w tym Harlemie nie zagladnalem co prawda do knajpki na rogu, poniewaz po pierwsze nigdzie tam nie chcialem zagladac, bo sie troche balem, a po drugie, kompletnie nie mielismy czasu, bo czas po pierwsze nie istnieje, a po drugie byl mi potrzebny na spakowanie bagazu, ale z zewnatrz zachwycalem sie jej nazwa - NOSTALGIA.

      Jesli ktos wie co to znaczy po hiszpansku, to bede wdzieczny za przetlumaczenie, bo po naszemu, to przeciez nic innego jak tylko w morde strzelil - TESKNOTA? 

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „NOSTALGIA, EAST HARLEM, NY”
      Tagi:
      Autor(ka):
      bartoszemwrona
      Czas publikacji:
      środa, 31 sierpnia 2011 14:47
  • wtorek, 30 sierpnia 2011
    • krete sciezki

      Biorac pod uwage liczbe komentarzy, smiem podejrzewac, ze ulica nie zachwycila Was wcale. Czy porazylo mnie to w rozpaczy?

      Definitywnie.

      Czy to oznacza koniec bloga, czy tylko koniec zamieszczania przepieknych fotografii?

      Zapomnijcie o obu tych opcjach. Definitywnie, nie definitywnie - jest dobrze tak jak jest i karawana jedzie dalej.

      Kolejne wybitne dzielo trudnej sztuki fotograficznej przedstawia: na pierwszym planie labirynt w Mammaroneck, NY wzorowany na labiryncie z Chartres, Francja. Na drugim planie wyraznie zagubiona, szukajaca dalszej drogi postac ludzka. Galazki i liscie nie stanowia ekspozycji stalej, lecz sa wynikiem przejscia huraganu Irene.

      Komentarz postaci ludzkiej do przechodzenia przez labirynt:

      - Wiesz tato, co mi to przypomina?

      - No co? - pyta zza kadru autor zdjecia, ktoremu wybudowany na planie okregu labirynt jednoznacznie kojarzy sie z tybetanskimi czy hinduskimi mandalami.

      - Kolejki* w Dysney World na Florydzie.

      Faktycznie. Trzeba przyznac - podobienstwo nie moze byc dzielem przypadku.

      ______________________

      * kolejki przed co bardziej atrakcyjnymi atrakcjami sa zorganizowane w ten sposob, ze odpowiednie tasmy lub barierki zmuszaja czekajacych, zlaknionych wrazen "pielgrzymow" do wedrowania scisle okreslona, pozakrecana droga.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „krete sciezki ”
      Tagi:
      Autor(ka):
      bartoszemwrona
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 sierpnia 2011 20:56
    • czy ta ulica Was nie zachwyca?

      Na stalym ladzie tez nie bylo latwo.

      Zdjecie przedstawia: powyrywane przez huragan galazki z drzew oraz amerykanski asfalt; w tle ludziki, ktore wyszly z domow by poprzygladac sie rozmiarom katastrofy i jeep wrangler.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      bartoszemwrona
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 sierpnia 2011 15:16
    • nic tylko powodz

      Sa tez i dobre strony huraganu. Np. taka, ze utknelismy tu na dluzej i wreszcie udalo mi sie wrzucic zdjecie na bloga. Takmnie to rozochocilo, ze zaraz wrzucam drugie, a potem moze i trzecie, kto wie?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      bartoszemwrona
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 sierpnia 2011 15:05
    • po huraganie w Mammaroneck, NY - czyli piekno i syf

      Huragan spowodowal, ze slodka woda z deszczu i slona z zatoki oceanu nie zmiescily sie w starych granicach i wyznaczyly sobie nowe. Po kilku godzinach nastapil odplyw i wszystko w zasadzie wrocilo do tzw. normy, czyli do stanu sprzed armagedonu. Teren na wprost i w prawo byl ewakuowany na czas huraganu, dlatego tak tu pusto.

      Obecnie na trawie pozostaly jeszcze wyrzucone przez ocean patyczki i inne organiczne badziewie, ktore tworzy takie nawet ladnie wygladajace "dywaniki", ale wsrod tego co naturalne poniewieraja sie setki plastikowych butelek, puszki po piwie, dziesiatki pilek tenisowych i inne plastikowe artefakty.

      Jest cos zatrwazajacego w tym kontrascie: przyroda, nawet w swych destrukcyjnych, groznych, niebezpiecznych przejawach nie pozostawia po sobie takiego koszmarnego syfu jak czlowiek.

      Na zdjeciu ponizej: Rushmore Ave. [fot. Pan Autor :) ]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      bartoszemwrona
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 sierpnia 2011 14:53
  • poniedziałek, 29 sierpnia 2011
    • sex, hurricane Irene, lady Gaga & power to the people

      Podobno zbiegi okolicznosci nieprawdopodobnie wygladaja tylko w literaturze. W zyciu przyjmujemy je jako oczywiste i naturalne. Jakzeby zreszta moglo byc inaczej? Jakzeby zreszta inaczej moglo byc? Tak jest:

      Dwa dni temu siedzialem rano przed komputerem i pisalem kolejnego posta, w ktorym raczej z dystansem odnosilem sie do dramatycznej histerii mediow nt. tak przez nas wszystkich lubianego huraganu (ang. hurricane Irene).

      Poniewaz sila zywiolu nie robila na mnie przerazajacego wrazenia, wpisalem, ze gdybym zamilkl to znaczy, ze:

      a) znudzilem sie i poszedlem dalej spac

      b) obudzila sie Zona i jemy sniadanie

      c) huragan Irena zmiotl mnie z powierzchni Ziemi.

      Gdy tylko postawilem kropke, wylaczono prad.

      I nie wlanczano go zlosliwie przez dwa dni, tylko po to, zeby mi dokuczyc. Tak wlasnie bywa.

      Razem z pradem siadl internet, TV, lodowki, mikrowela, toster... Jesli Wam sie wydaje, ze oznaczalo to, ze przynajmniej przez moment bylo troche ciszej i moznaby posluchac szumu wiatru, to jestescie w powaznym bledzie.

      W calej okolicy uruchomiono dziesiatki generatorow pradu, glownie po to, by wypompowywac wode z piwnic. Cisza dla Amerykanow oznacza cos bardzo podobnego do spookjnego siedzenia na tylku - kompletna katastrofe, ktorej jak naszybciej trzeba zaradzic.

      Sa skuteczni.

      Wiec na dwa dni wylaczono nam prad, czyli jak to mowia tubylcy "POWER". Pewnie o to chodzilo Lennonowi, gdy spiewal "Power to the people, power to the people, power to the people, right now!"

      Poza tym zauwazylem jeszcze jeden fenomen przyrodniczy - gdy wpisalem jako tytul "Lady Gaga" lub "hurricane Irene" to "wchodzalnosc na bloga skoczyla mi o 500%.

      Not bad, prawda?

      No to teraz dodam jeszcze "sex" i ide obserwowac statystyki.

      Na ra, czyli see you.

      PS.

      Piekna ziemia amerykanska tak jest mna zachwycona, ze postanowila tak dlugo jak tylko sie da przedluzyc moja tutaj obecnosc. Posuneli sie nawet do tego, ze zamkneli wszystkie lotniska i z tego powodu spedze resztke wakacji teskniac za moja piekna, bohaterska i odlegla Ojczyzna. 

      Najblizszy lot jaki dalo sie zabukowac - sroda. Z przesiadka w Toronto. Taka karma.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      bartoszemwrona
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 sierpnia 2011 20:35
  • niedziela, 28 sierpnia 2011
    • slicznie, estetycznie, gigantycznie

      Nadal wieje i pada, pada i wieje. Momentami to nawet estetyczne - gdy silny podmuch przygniata wszystkie okoliczne drzewa i krzewy, ale poza tym, troche nudno.

      Jak dla mnie, zdecydowanie za slaby ten huragan.

      Moze to przez ta medialna panike? Rozbudzono mi apetyt, a tu teraz deszczyk sapi?

      Trudno, trzeba brac to co jest.

      Lokalne media podaja, ze zywiol pochlonal juz 6 ofiar smiertelnych. Ale ja oczywiscie mam watpliwosci, czy to huragan kogokolwiek zabija, czy wlasna glupota, albo Los, karma taka.

      Poza tym, od poczatku przeciez bylo wiadomo, ze sa smiertelnikami.

      Niesmiertelnosc nie dotyczy przeciez naszych pieknych cial, man!

      W Polsce jest ten sam cyrk z ofiarami zimy.

      Gdy ktos opije sie jak dzika swinia (nie wiem zreszta, ktore zwierzeta pija najwiecej, ale swinie pija na bank)i potem lezy ryjem na gruncie i najzwyczajniej w swiecie sobie umrze z powodu wychlodzenia organizmu, albo odmrozen, to przeciez nie zabila go zima. Wodka go nie zabila. Tylko wszystko na raz go zabilo, z glupota na czele i wlacznie oraz na drugim czele z tym, ze sie w ogole urodzil.

      Urodzenie sie - zabija.

      Ale to nie jest medialne.

      Brak swiadomosci i brak odpowiedzialnosci nie sa materialem, ktory da sie pokazac w wiadomosciach. A nawet gdyby sie dalo, to co to mialby byc za news, z ktorego by wynikalo, ze kazdy jest odpowiedzialny za siebie i ma dokladnie taka rzeczywistosc, na jaka sobie zasluzyl?!

      To sie kiepsko sprzedaje, chociaz...

      Bylismy w sieciowej ksiegarni "Barnes & Noble". Cos takiego jak Empik, tylko wieksze. Z 1000 m2? Dwa poziomy, ruchome schody, kawiarenka, dzial dla dzieci z megamiekka wykladzina i specjalnym pokojem, w ktorym mozna zaparkowac wozek, ubikacja...

      Ale ja chcialem o samorozwoju. Bo dzial samorozwoju - potezny.

      Osobny dzial, duzo wiekszy niz psychologia, moze tysiac tytulow, moze nawet wiecej.

      Ale podobnie jak w Empiku, "Jest dobrze" - nie mieli.

      Chociaz, kurcze, tak sobie teraz mysle, nie sprawdzilem. A moglem bardzo prosto, bo na scianie wisial komputer i mozna sobie samemu wpisac czego sie szuka.

      Tylko skad czlowiek ma sam wiedziec, czego tak naprawde chce? 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „slicznie, estetycznie, gigantycznie”
      Tagi:
      Autor(ka):
      bartoszemwrona
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 sierpnia 2011 14:28
    • woda a sprawa polska

      Wieje. Leje. Deszcz jest cieply, wiatr bardzo umiarkowany, ale podmuchy sa naprawde mocne.

      Wody faktycznie jest sporo, ale studzienki odplywowe to prawdziwe giganty, wiec nawet jak woda wali polowa ulicy, a strumienie maja po kilka centymetrow, to i tak zaraz to znika z powierzchi.

      Kiedys pewien polski literat przytomnie zauwazyl, ze "polowa wody swiata plynie kanalami". I pewnie nie chodzilo mu tylko o Wenecje.

      Ale wrocmy do Nowego Jorku. Leje. Wieje. Ale to ma byc huragan?! Czyli poki co - jest dobrze, nie tylko wyszlo na moje, ale jeszcze nie mamy kleski zywiolowej.

      Co i tak nie zmienia faktu, ze nie moge powrocic do kraju, bo na lotniskach trwa "mess" (ang. balagan) i potrwa pewnie z dzien lub dwa.

      A przeciez juz tesknie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      bartoszemwrona
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 sierpnia 2011 05:53
  • sobota, 27 sierpnia 2011
    • huragan kolejne wejscie

      No i wybila godzina zero. Zaczelo nawet troche wiac i padac, ale przestalo. Na glownej ulicy Mammaroneck (0k.20 mil, 32 km od Manhattanu), ktora nazywa sie Mammaroneck Street ludzie pozabijali wystawowe okna dechami jak na jakims westernie.

      Lokalne wladze nakazaly (pod grozba powaznych konsekwencji finansowych) ewakuacje domow, ktore sasiaduja bezposrednio z zatoka, czyli takze jakies sto, sto piedziesiat metrow od nas.

      Przed dwoma godzinami zadzwonil telefon z automatycznie rozsylana wiadomoscia, ze idzie huragan, ze powolano sztab kryzysowy i w razie czego nalezy dzownic pod taki a taki numer. Poniewaz ja odebralem, wiec powiedzialem im w jezyku, w ktorym mysle, co sadze o ich panikarstwie.

      Nic mi automat nie odpowiedzial.

      Powazna sprawa.

      W mediach podaja, ze moze wiac "1", czyli 70 mph (110 km/godz., takie wiatry wieja tez w Polsce i to calkiem czesto), ale moze byc nawet i 100 mph (160 km/godz.), czyli "2".

      Juz sie boje.

      Na razie idziemy do rodziny na proszona kolacje. Tak, ze kolejne doniesienia dostarcze za kilka godzin, chyba ze mnie zwieje lub zatopi, wtedy przeczytajcie sobie jakiegos innego bloga. O gotowaniu albo o gwaiazdach nago.

      Pozdrawiam serdecznie i na ra.

      PS.

      A w blogu "extra" tekst po angielsku, ale z polskimi nazwiskami. O huraganie. Nie polecam

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      bartoszemwrona
      Czas publikacji:
      sobota, 27 sierpnia 2011 23:46

Kanał informacyjny


Bartosz Wrona

Opcje Bloxa